Portrety Autorstwa Czesława Słani Przed Znaczkami (1944)
W roku 1945, po zwolnieniu Czesława Słani z wojska (w październiku) i zdaniu tzw. małej matury, zaraz po tym otrzymał również świadectwo dojrzałości[1]. W tym samym jeszcze roku Cz. Słania podjął starania o przyjęcie go na studia do krakowskiej ASP, lecz nie został dopuszczony do egzaminu, bowiem nie miał przygotowanej tzw. teczki z rysunkami – własnymi pracami, którymi de facto nie dysponował w owym czasie.
Kiedy okazało się, iż bez takiej „teczki” nie zostanie przez Komisję uczelni zakwalifikowany do egzaminu, wówczas przyszły artysta zapisał się na roczny kurs przygotowawczy (1945/46), zorganizowany przez Państwowy Instytut Sztuk Plastycznych (PISP) w Krakowie. Jednocześnie podjął pracę w Drukarni Narodowej, ówczesnej filii PWPW w Krakowie, gdzie nie raz zdarzało mu się, że spał zmęczony na zwojach papieru obok maszyny przedrukarskiej, zanim nie znalazł sobie miejsca w akademiku (daw. bursie)[2]. W początkowym okresie, z powodu braku stałego zameldowania (z braku miejsc) nie raz również przyszło Słani spać pod stołem w pokoju kolegów z akademika na tzw. waleta, czyli bez meldunku. Ten okres swojego życia Słania wspominał niezbyt chętnie.
Czesław Słania na prawach kursanta „specjalnego” ukończył wspomniany kurs i wtedy dopiero po przedstawieniu owej nieszczęsnej, acz koniecznej „teczki” z własnymi pracami, w 1946 roku zdał egzamin do ASP w Krakowie, którą ukończył z wynikiem celującym – z nagrodą.
Warto pochylić się nad zachowanymi jego rysunkami, bowiem widać w nich wyraźnie, że był samoukiem obdarzonym wielkim talentem. Pamiętać też należy, iż Artysta nie uczęszczał przed tym do żadnych szkół o profilu artystycznym, i że te jego prace były tak naprawdę pierwszymi rysunkami wykonanymi pod okiem specjalistów – profesorów z ASP. Kilka z nich zachwyca swoją udatnością – umiejętnością wiernego oddania rzeczywistości (czaszka, peruka, czy własna dłoń), co już niebawem miało się dokładnie sprawdzić w dalszych dokonaniach Artysty.
Wspomnieć także warto o kilku rysunkach Artysty z okresu okupacji Niemieckiej, które w jakiś cudowny sposób ocalały, i które po raz pierwszy pojawiły się w niniejszym albumie. W śród nich jest prezentowany portret siostrzenicy Artysty, wówczas 5 letniej Marianny Kusiny.
Z tym rysunkiem wiąże się pewna tajemnicza historia, która związana jest również z siostrzenicą Słani – Marianną. Otóż po wykonaniu portretu Marianny, Słania na odwrocie kartonu naszkicował także drugi portret tym razem swojej matki Józefy. Kiedy oba portrety były gotowe, Słania oddał ów karton pięcioletniej Mariannie, która wzięła go pod swoją „opiekę”.
W tym samym czasie gdy p. Józefa robiła kluski, mała Marianna szybko chwyciła kawałek gotowego ciasta i niepostrzeżenie maleńką rączką na drugiej stronie swojego portretu, jak na stolnicy rozwałkowała ciasto tak, jak to robiła jej babcia. Ów kawałek rozwałkowanego ciast przylgnął mocno do rysunku z portretem babci, który następnie został oprawiony w ramkę ze szkłem. I tak to rozwałkowane ciasto pozostawało na rysunku blisko 64 lata.
Kiedy autor otrzymał oprawiony w ramkę ów rysunek i wyjął go, cała prawda została odkryta. Rysunek poddano konserwacji, a rozwałkowane maleńką rączką dziewczynki ciasto znikło, po nim zaś na portrecie babci pozostał tylko jaśniejszy ślad.
autor: Zygmunt K. Jagodziński.
[1] Zygmunt K. Jagodziński „Słania”, Warszawa 2006., Życiorys., s. 173-174.
[2] Akademik znajduje się przy ulicy Jabłonowskich 12 (później Stanisława Ziaji), obecnie na powrót Jabłonowskich.

Portret siostrzenicy artysty 5-letniej Marianny Kusiny

